| Rubryki |
|
|
| Archiwum numerów |
|
|
| Wyszukiwarka |
| |
| Nasi Partnerzy |
- www.brzesckg.polemb.net
Konsulat Generalny RP w Brześciu
- www.wspolnota-polska.org.pl
Stowarzyszenie "Wspólnota Polska". Celem Stowarzyszenia jest zespolenie
wysiłków w umacnianiu więzi Polonii i Polaków
zamieszkałych za granicą z Ojczyzną, jej językiem i kulturą oraz
niesienie pomocy w zaspokajaniu różnorodnych potrzeb
Rodaków rozsianych po świecie.
- www.pol.org.pl
Organizacja wspomagająca polskojęzyczne szkolnictwo, działania na rzecz
zaopatrzenia środowisk polskich w polską prasę i książki.
|
Z lamusa wspomnień
-
Nazywam się Władysław Swarcewicz, w czasie niemieckiej okupacji mieszkałem w Brześciu i pracowałem w charakterze technika w prywatnej budowlanej firmie, mieszczącej się przy ówczesnej ulicy Jagiellońskiej 16.
-
Przedziwne i tragiczne losy rodzin polskich na Kresach Wschodnich posiadają bogatą bibliografię wydarzeń, lecz jakże często giną z braku dokumentacji, fizycznego wyniszczenia lub innych tragicznych faktów. Rozproszeni po świecie potomkowie tych rodzin - najczęściej cudem ocaleni od zagłady - próbują za wszelką cenę odnajdywać swe korzenie.
-
Zostałam przydzielona do cenzury wojskowej. Pracowałam na poczcie głównej. Wojna w Brześciu zaczęła się bombardowaniem lotniska w Małaszewiczach już około 6-tej rano. Potem miasto było bombardowane jeszcze wielokrotnie, jeszcze częstsze były alarmy po kilka dziennie. Już w pierwszy dzień wojny zaczęto kopanie rowów przeciwlotniczych, także przed naszym domem, na bulwarze ulicy Mickiewicza. Kopali je bardzo ofiarnie mieszkańcy okolicznych domów i jakaś drużyna harcerzy.
-
Zdjęcie zrobione w 1938 roku na przystanku kolejki w pobliżu Janowa Polskiego. Taka kolejka kursowała po ówczesnym Polesiu na trasie: Iwacewicze-Telechany-Janów Poleski-Kamień Koszyrski. Łączna długość trasy wynosiła około 150 km.
-
Do naszej Redakcji dotarło dzięki życzliwości byłych mieszkańców Prużany wspomnienie z trzeciego spotkania wychowanków Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Prużanie, ktore odbyło się w Darłówku w dniu 16 września 1979 roku, a które poniżej drukujemy.
-
Po odwiedzinach Sielca n/Jasiołdą, miasteczka moich rodziców i dziadków, po obejrzeniu zrujnowanego kościoła postanowiłam przy pomocy Bożej trochę ozdobić tak miłą mi świątynię, bowiem rok rocznie nawiedzałam ją w czasie wakacyjnym, a w czasie wojennym tam wzięłam ślub z rąk ks. Stanisława Możejki. Poszukując jakiegokolwiek wyposażenia kościołów u OO. Redemptorystów dostałam piękną metrową figurę Najśw. Serca Pana Jezusa.
-
Historia mojego życia podobna jest do historii wielu Polaków mieszkających na Kresach. Ojciec mój Nikodem Gordziejko był legionistą. W wyniku odniesionych ran w walce z bolszewikami w 1920 roku został inwalidą wojennym II kategorii. Za zasługi dla kraju otrzymał od Marszałka Jozefa Piłsudskiego działkę osadniczą kolonii Kosów Poleski. W Kosowie zawarł związek małżeński z Anną Jaroszewicz. W 1931 roku przyszłam na świat ja - Maria, następnie Zofia i Anna. Dzieciństwo przebiegało beztrosko pod opieką kochających nas rodziców.
-
Po raz kolejny kłaniamy się ludziom i historii, odnajdujemy złączonych wspólnymi korzeniami, których serca po polsku biją mimo wszystko i jeszcze.
-
Redakcja „Ech Polesia" otrzymała szereg listów, w których Czytelnicy okazywali zainteresowanie postacią Jana Perdeni - znanego na Ziemi Brzeskiej i Kamienieckiej nauczyciela, publicysty, kronikarza, a potem naukowca. Zainteresowania i dorobek Jana Perdeni przejął syn Jerzy z Krakowa, który dostarczył nam „Wspomnienia z Ziemi Brzeskiej" swej matki Bronisławy, a których druk w dwóch częściach od bieżącego numeru rozpoczynamy. „Wspomnienia" są prawdziwą encyklopedią Ziemi Brzeskiej i Kamienieckiej z okresu międzywojennego, a zarazem świadczą o wybitnej osobowości i postawie patriotycznej oraz zasługach dla oświaty rodziny Perdeni.
-
Opis zdarzeń oparty jest na faktach, do opracowania których wykorzystałem pamiętnik pisany w Kazachstanie przez Tadeusza Bubień (mojego wujka). Należą do nich: 42 listy w oryginale, kartki pocztowe, dokumenty z NKWD, kołchozu, zdjęcia dokumentalne z miejsca zesłania, własne zapamiętane przeżycia oraz relacje zesłanych członków rodziny.
-
Podczas takiej właśnie translokacji poniosłem niepowetowaną dla mnie stratę. Mianowicie skradziono mi w Grodnie pakiet zawierający materiały/ druki, ogłoszenia urzędowe, ulotki itp, które miały wartość przyczynków do badań nad przebiegiem okupacji niemieckiej na terenach Nowogródczyzny. Obejmowały one okres trzech lat - były tam i moje notatki własne, a wszystko to diabli wzięli. Nie mogłem tego przeboleć, ale gdy uświadomiłem sobie, że o wiele ważniejsze dowody i dokumenty historyczne giną przecież w zawierusze wojennej - pogodziłem się ze stratą moich „zbiórów". /.../
-
Kochana Redakcjo „Echa Polesia"! Niewymownie cieszę się, że choć późno, bo późno, ale dzięki Waszej działalności miałam szczęście nawiązać nowe kontakty z moimi poleskimi Rodakami, zgromadzonymi wokół tego wspaniałego czasopisma.
-
Wielkanoc w moim dzieciństwie na Polesiu, gdzie mieszkałem przed laty, zawsze kojarzyła mi się z ciepłymi dniami, gdy już nigdzie nie było śniegu, gdy przyleciały pierwsze zwiastuny wiosny - skowronki i bociany. Na nadbrzeżnych krzakach były piękne, duże bazie, które zrywaliśmy z tatą, a mama potem wstawiała je do kolorowego wazonu, aż puściły pierwsze listki. Przyjeżdżała babcia z dziadkiem, obdarowywali nas barwnymi pisankami, jedne malowane w łuskach cebuli, drugie w świeżo zerwanym zbożu, a inne w prześliczne wzory. Zapamiętałem, jak z pól spływały resztki wody po roztopionym śniegu, który jeszcze tak niedawno zalegał wszystkie pola, całe strumienie, po któtych pływały nasze papierowe łódeczki, które nauczył mnie robić tata.
-
Moi rodzice i dziadkowie oraz ja jako małe wуwczas dziecko u schyłku lata 1945 jechaliśmy do nowej ojczyzny. Przyszło nam opuścić rodzinne Polesie, by odnaleźć nowe życie na Ziemiach Odzyskanych, jak je wtedy nazwano. Razem z nami w jednym wagonie towarowym podrуżował z cуrką brat mojego dziadka Ksawery Jaworski. W sąsiednim wagonie wieźliśmy swуj dobytek, jak na wieśniakуw przystało były to: konie, krowy, owce i świnie. Dziadek Ksawery był człowiekiem bardzo energicznym nie podobnym w usposobieniu do mego dziadka Bronisława. Na samym początku wojny nacjonaliści ukraińscy zamordowali jednego z synуw Ksawerego - Romualda. Romuald był rezerwistą marynarki wojennej.
-
To już odległa przeszłość ale nie wolno o niej zapomnieć! Wojna! Słowa te zabrzmiały groźnie! Ten wrzesień 1939 roku przeżyliśmy bardzo dotkliwie, boleśnie. Tym boleśniej, że my mieszkańcy Polesia nie spodziewaliśmy się tego „noża w plecy" wbitego nam przez wschodniego sąsiada. Ten rejon Polski, gdzie mieszkaliśmy, wydawał się nam najbardziej bezpieczny. To wtargnięcie w granice Rzeczypospolitej wojsk Armii Czerwonej wywołało w nas ogromne przerażenie.
-
Redakcja „Ech Polesia" zwraca się z prośbą do PT Czytelników kwartalnika o określenie treści powyższej fotografii. Prosimy podanie informacji takich, jak np.: na czym polegało obchodzone wówczas „Święto lasu", jak było obchodzone, jakie osoby/postacie znajdują się na fotografii, kto jest autorem itd.
-
W naszym Kraju, w Polsce jest wiele miejscowosci o nazwie Sielec. Ale dla mnie jest tylko jeden SIELEC nad JASIOŁDĄ, wśród pól i lasów Ziemi Poleskiej. Piękna jest historia tego miasteczka, założonego przez księcia Witolda w 1397 roku, a wyposażonego przez królowę Bonę, które to ziemie otrzymała jako wiano od swego męża króla Zygmunta Starego. Jako dobra pani i mądra gospodyni nadawała ziemie kościołom i zakonom oraz pomagała zagospodarować te ziemie przesiedleńcom z Mazowsza i Wielkopolski. Skromne drewniane zamczysko było usytuowane na górce przy starym cmentarzu katolickim nad rzeczką Baksztą.
-
(...) Po powstaniu styczniowym na Kresach szalał rosyjski terror. Metodą prowokacji za ołtarz kościoła wyposażonego przez królowę Bonę podrzucono broń. Nasłana rewizja oskarżyła ks. proboszcza o związek z powstańcami. Aresztowany i męczony został powieszony na placu kościelnym ku przestrodze Polaków.
|